Jak uzyskać radę od Boga?
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy mógłbyś otrzymać od Boga odpowiedź na swoje osobiste pytania? Tak, to możliwe, ponieważ Duch Święty jest Duchem Rady (Izajasz 11,2). On jest jedynym, który zawsze może udzielić nam właściwej odpowiedzi na wszystkie pytania. Bóg jest jedynym, który zawsze może poprowadzić mnie właściwą drogą (Psalm 23,3). On jest przy nas, ponieważ bardzo nas kocha.
Najpierw przyjrzyjmy się przykładowi z Biblii. Następnie opowiem, jak nauczyłem się prosić Boga o radę. Na koniec pokażę, jak możesz to zastosować w praktyce.
Przeczytamy kilka wersetów z 1 Księgi Samuela 23,1–12:
1 „I doniesiono Dawidowi: ‚Oto Filistyni walczą z Keilą i plądrują klepiska”.‘“ Filistyni napadli na miasto izraelskie i zrabowali jego zbiory zboża.
2 „Wtedy Dawid zwrócił się do Pana i rzekł: ‘Czy mam wyruszyć i pokonać tych Filistynów?”. I Pan rzekł do Dawida: Ruszaj tam, pokonasz Filistynów i uratujesz Keilę!“
David potrzebuje rady, nie wie, jaką decyzję podjąć. Z jednej strony czuje się odpowiedzialny za ochronę swojego ludu. Ale czy naprawdę powinien walczyć z Filistynami, mając tak niewielką liczbę ludzi? Zwraca się do Boga i otrzymuje odpowiedź: „Tak, zaatakuj! Wygrałeś“.“
W tamtych czasach Dawid ukrywał się na pustyni wraz z kilkoma partyzantami, ponieważ król Saul chciał go zabić. Jego ludzie zapytali: „Czy chcesz prowadzić wojnę na dwóch frontach?“.“
3 „Lecz ludzie z otoczenia Dawida rzekli do niego: „Oto już tutaj, w Judei, boimy się, a teraz mamy wyruszyć do Keili, by stawić czoła wojsku Filistynów?”“
Co teraz zrobi David? Czy zrezygnuje z tego pomysłu? Czy zacznie się wahać?
A może wda się w kłótnię ze swoją ekipą?
4 „Wtedy Dawid ponownie zwrócił się do Pana i Pan mu odpowiedział: ‚Wyrusz więc do Keïli, bo chcę wydać Filistynów w twoje ręce‘.‘“
To wspaniałe: gdy nie jesteśmy pewni, możemy poprosić naszego Boga o drugą odpowiedź. Zyskujemy siłę, gdy mamy całkowitą pewność co do tego, czego Bóg oczekuje w tej sytuacji. Ludzie Dawida idą z nim bez dalszych sprzeciwów, po tym jak ich przywódca po raz drugi poprosił Boga o radę. Można się domyślać, że odpowiedź Boga całkowicie przekonała Dawida. To też dodało pewności jego ludziom i wszyscy byli zgodni, choć nie znajdujemy żadnej wzmianki o tym, że Dawid powołałby się przed swoimi wojownikami na odpowiedź Boga.
5 „W ten sposób Dawid wraz ze swoimi ludźmi udał się do Keïli, walczył z Filistynami, rozgonił ich bydło i zadał im ciężką klęskę. W ten sposób Dawid ocalił mieszkańców Keïli.“
Spełniło się to, co Bóg przepowiedział Dawidowi.
7/8 „Wtedy doniesiono Saulowi, że Dawid przybył do Keili, i Saul pomyślał: ‚Bóg wydał go w moje ręce, gdyż znalazł się w pułapce, skoro przybył do miasta z bramami i zasuwami‘. 8 Wtedy Saul kazał zwołać całą armię, by wyruszyła do Keili i oblegała Dawida i jego ludzi.“
Saul pomyślał: „Bóg wydał go w moje ręce“. Saul uznał to, czego pragnął, za wolę Bożą. Co za rażący błąd! Nie postępuj tak jak Saul!
David dowiaduje się od posłańca, że Saul wraz ze swoimi oddziałami zmierza do Keili – zamierza otoczyć miasto i pojmać go tam. Co robi David? Ponownie zwraca się do Boga.
10-13 „I rzekł Dawid: ‚Panie, Boże Izraela, Twój sługa usłyszał, że Saul zamierza wyruszyć do Keiły, aby zniszczyć to miasto z mojego powodu. 11 Czy mieszkańcy Keiły wydadzą mnie w jego ręce? I czy Saul rzeczywiście przybędzie tam, jak usłyszał Twój sługa?” Niech Pan, Bóg Izraela, ogłosi to swemu słudze!’ I rzekł Pan:: ‚On przyjdzie.‘ 12 David zapytał dalej: ‚Czy mieszkańcy Keili wydadzą mnie i moich ludzi w ręce Saula?‘ Pan rzekł:: ‚Tak.‘ 13 Wtedy Dawid wyruszył wraz ze swoimi ludźmi, około sześciuset, i opuścili Keilę, wędrując tu i tam. Gdy zaś doniesiono Saulowi, że Dawid uciekł z Keili, przerwał swoją wyprawę.”
Saul wyrusza więc do Keili. Dawid dowiaduje się o tym. Bóg potwierdza mu, że Saul nadchodzi i że mieszkańcy Keili go wydadzą. Dlatego opuszcza miasto i ukrywa się gdzie indziej. Saul dowiaduje się o tym i zmienia swoje plany: rezygnuje z tej wyprawy.
A Dawid usłyszał od naszego cudownego Boga, co się stanie, jeśli nie ucieknie z Keili. Bóg może nam również objawić, co się stanie, jeśli nie podejmiemy działania.
Czy ty też chcesz, by Bóg ci doradzał? To kolejna droga, dzięki której doświadczamy Bożej miłości.
Chciałbym teraz krótko opowiedzieć, jak nauczyłem się prosić Boga o radę.
Wiosną 1964 roku wpadłem na pomysł, że mógłbym spędzić rok za granicą, w Anglii. Chciałem studiować język angielski i kilka przedmiotów biblijnych w Newbold College. W tamtym czasie pracowałem w firmie spedycyjnej i kiedy zapytałem mojego szefa, czy mógłby udzielić mi rocznego urlopu, stanowczo odmówił.
Słyszeć głos Boga
Kilka miesięcy później, podczas letnich wakacji, przeczytałem tę książkę „O modlitwie“ (Hallesby, Brockhaus). Autor porównuje naszą modlitwę do zachowania osoby, która idzie do lekarza, opisuje mu swoje problemy, a następnie odchodzi, zanim lekarz zdążył ją zbadać lub jej pomóc. Podczas spaceru z moim przyjacielem, który spędzał urlop w tym samym miejscu, opowiedziałem mu o tym, co właśnie przeczytałem. Doszedłem do wniosku: „Powinniśmy dać Bogu szansę, by do nas przemówił“. Mój przyjaciel, pastor, odparł: „Tak, oczywiście“.“
Zapytałem go: „Czy Bóg kiedykolwiek do ciebie przemówił?“. Odpowiedział: „Oczywiście“. Zapytałem: „Jak to słyszysz?“. Odpowiedział: „Nie słyszy się tego uszami, tylko w głębi serca, tak jak słucha się głosu sumienia“. Wtedy przyszło mi do głowy, że mógłbym zapytać Boga, czy powinienem wyjechać do Anglii.
Następnego ranka zapytałem Boga w modlitwie, czy powinienem wyjechać na ten rok do Anglii, czy nie. Potem zamilkłem i nagle miałem wrażenie, jakby Bóg powiedział do mnie: „Jedź do Anglii“. Jednak wkrótce po modlitwie nie byłem pewien, czy to była odpowiedź Boga, czy tylko moje pobożne życzenie. Dlatego następnego ranka ponownie przedstawiłem tę sprawę Bogu. W ciszy ponownie usłyszałam odpowiedź: „Jedź do Anglii“. Mimo to nadal nie byłam pewna. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że jeśli Bóg tego chce, muszę koniecznie wyjechać do Anglii. Oznaczałoby to również rezygnację z mojej dobrej pracy, gdyby mój szef pozostał przy swoim „nie“. Więc trzeciego ranka modliłem się ponownie: „Ojcze, nie gniewaj się, że znów proszę Cię o odpowiedź. Wiesz, że nie mam jeszcze doświadczenia w słuchaniu Twojego głosu. Poza tym być może będę musiał zrezygnować z pracy. Do tego dochodzi fakt, że moja żona Ingrid byłaby wtedy przez dziewięć miesięcy sama z naszym synem. Proszę Cię więc, abyś mi to jeszcze raz powiedział. Proszę Cię również, abym, gdy później przeczytam w Biblii dzisiejszy rozdział, znalazł w nim potwierdzenie. A ponadto proszę, abyś dał Ingrid, niezależnie ode mnie, jasność co do tego, że powinienem wyjechać do Anglii. Niech ona sama mi to powie.”
W ciszy Bóg po raz trzeci powiedział mi: „Jedź do Anglii“. Następnie przeczytałem w Biblii rozdział przeznaczony na ten dzień: Ewangelię według św. Jana 15. W wersecie 14 jest napisane: „Jesteście moimi przyjaciółmi, jeśli czynicie to, co wam nakazuję“. Wtedy od razu stało się dla mnie jasne: „To jest potwierdzenie od Boga“. Po mojej modlitwie moja ukochana żona powiedziała do mnie: „Nie masz jeszcze odpowiedzi w sprawie Anglii? Jestem pewna: powinieneś pojechać do Anglii“. Tak więc tego dnia Pan wysłuchał wszystkie moje trzy prośby i dał mi jasność.
Kiedy wróciliśmy z wakacji do domu, odwiedziliśmy moją kochaną mamę. Powiedziałam jej: „Na wakacjach jeszcze raz przemyślałam sprawę z Anglią“. Przerwała mi i powiedziała: „Tak, wiem, że jedziesz do Anglii“. Zapytałem ją: „Skąd to wiesz?“. Odpowiedziała: „Modliłam się o to“. Moja kochana mama wiedziała, że w konkretnej sytuacji możemy pytać Boga o Jego wolę. Ale nigdy nie rozmawiała ze mną na ten temat.
Bóg może czynić cuda, jeśli słuchamy Jego głosu. Proszę, zwróć teraz uwagę, jak Bóg mnie prowadził w tej sprawie.
Wysłuchania
Następnie modliliśmy się wspólnie jako rodzina, aby mój szef udzielił mi dziewięciomiesięcznego bezpłatnego urlopu na pobyt w Anglii, bez konieczności rezygnacji z pracy. Następnego ranka zgłosiłem się do szefa po powrocie z urlopu i – po krótkiej rozmowie na tematy ogólne – przedstawiłem mu swoją prośbę. Poprosiłem o dziewięciomiesięczny bezpłatny urlop w ciągu najbliższego roku, aby móc studiować w Anglii. Natychmiast zatwierdził mój wniosek. Później żałował swojej decyzji i próbował mnie od tego odwieść, ale mimo to dotrzymał słowa. Następnie wybraliśmy się razem w podróż służbową. Wtedy szef wyjawił mi, że podwyższył mi pensję. Dodatkowa kwota pokrywała całość czesnego za moje studia w Newbold College.
Kilka lat wcześniej nawiązałem współpracę biznesową, która przyniosła naszej firmie ogromne zyski. Teraz ten projekt miał zostać przekazany innemu oddziałowi naszej grupy, mimo że oddział ten w ogóle nie zaangażował się w jego realizację. Pomyślałem więc, że oddział ten mógłby mi wypłacać co miesiąc 500 marek niemieckich, dopóki będę studiował w Anglii.
Dlatego zapytałem Boga, czy powinienem poprosić o dalszą wypłatę miesięcznego wynagrodzenia w wysokości 500 DM na czas mojego pobytu w Anglii. Przez kolejne trzy dni Bóg nie udzielił mi odpowiedzi na moje pytania. Postanowiłem więc nie prosić mojego szefa o te pieniądze i pozostawiłem tę sprawę w rękach Boga. Powiedziałem do mojej żony: „Nie będę prosił o te pieniądze; jeśli Bóg zechce, może nam je dać, nawet jeśli o nie nie poproszę”.
Dwa dni później szef powiedział mi: „Mam dla pana dobrą wiadomość. Jeśli będzie pan w Anglii, nadal będzie pan otrzymywał wynagrodzenie w wysokości 500 DM“. Byliśmy zdumieni i dziękowaliśmy Bogu. Oprócz tego dostałem jeszcze 500 DM premii świątecznej.
Kilka lat wcześniej dwóch lekarzy poinformowało moją żonę, że nie będzie mogła mieć kolejnego dziecka. Jednak po dziesięciu latach nagle znów zaszła w ciążę. W tych okolicznościach chciałem zrezygnować z wyjazdu na studia do Anglii. Ale moja żona powiedziała: „Przecież modliliśmy się o to. Dobry Bóg już wtedy wiedział, że zajdę w ciążę. Dlatego powinieneś wyjechać do Anglii zgodnie z planem. Pan zaopiekuje się mną również w tym czasie“. Zorientowaliśmy się, że w momencie mojego wyjazdu moja żona będzie już w piątym miesiącu ciąży, a w dniu porodu, 21 grudnia, będę mógł być w domu w ramach świątecznych ferii. Zrealizowałem więc swój plan i pod koniec sierpnia 1965 roku pojechałem nocnym pociągiem ekspresowym przez Brukselę – Ostendę – Dover do Londynu.
Kiedy rano obudziłem się w pociągu, zobaczyłem na korytarzu przed oknem mojego przedziału młodego mężczyznę siedzącego na walizce i śpiącego. Miał delikatne, szlachetne rysy twarzy. Nagle zauważyłem na jego walizce zawieszkę z miejscem docelowym podróży: Newbold College, Bracknell, Anglia. On również zmierzał tam, gdzie ja. Zapoznaliśmy się. Był Holendrem i studiował teologię na naszym angielskim seminarium. Bardzo dobrze mówił po angielsku – i znał drogę. W ten sposób zyskałem towarzysza podróży i przewodnika po Londynie. Było to bardzo pomocne, ponieważ przyjechałem do tego wielomilionowego miasta od strony wschodniej i musiałem przedostać się na dworzec położony w zachodniej części miasta.
Przekazanie
W szkole misyjnej poznałem Erika, który stał się moim przyjacielem. Był kaznodzieją i sekretarzem ds. młodzieży w Szwedzkim Związku. W piątek po południu Erik grał w piłkę nożną z młodszymi studentami. Podczas biegu upadł martwy. Byłem bardzo zasmucony. Niemal natychmiast po tym, jak się o tym dowiedziałem, nasunęło mi się pytanie: „Kogo Pan powoła na jego miejsce, by głosił Ewangelię?“. Kilka godzin później przyszło mi do głowy drugie pytanie: „A co, jeśli Bóg powołałby mnie?“. W tym momencie wszystko stało się dla mnie jasne. W żadnym wypadku nie chciałem zostać kaznodzieją. Z entuzjazmem zajmowałem się handlem, miałem niezwykle interesującą pracę, byłem bardzo ceniony w mojej firmie i mieszkałem w pięknej okolicy w Niemczech.
To pytanie bardzo mnie zaniepokoiło. Powiedziałem do Boga: „Przecież nie każdy musi zostać kaznodzieją. Zarabiam dużo pieniędzy, dzięki czemu mogę opłacić młodemu człowiekowi kształcenie na kaznodzieję. Poza tym: przecież angażuję się w życie wspólnoty i mogę się zaangażować jeszcze bardziej“. Tak mijał dzień po dniu przez cały tydzień. Rano, w południe i wieczorem zmagałem się z Bogiem. Kiedy w piątek wieczorem znów uklęknąłem przy łóżku, czułem się całkowicie bezradny. Nie wiedziałem, co mam zrobić, aż nagle, zupełnie cicho, pojawiła się myśl:
„Bóg cię kocha! Kocha też twoją żonę, twojego syna i nienarodzone dziecko. Nie powoła cię do posługi kaznodziejskiej, by potem dopuścić, by wasza rodzina stała się nieszczęśliwa. A jeśli miałby cię powołać, obdarzy cię również darami niezbędnymi do tej posługi. Ponieważ Bóg cię kocha, poprowadzi cię najlepszą z możliwych drogą.“
Więc kilka chwil później powiedziałem do Boga: „Ojcze w niebie, wierzę w Twoją miłość, wszechwiedzę i wszechmoc. Niestety muszę przyznać, że tak naprawdę wcale nie chcę zostać kaznodzieją. Ale jeśli Ty tego chcesz, to jestem na to gotowy. Od tej chwili chcę we wszystkim wypełniać Twoją wolę. Ponieważ jednak z własnej woli nie chcę zostać kaznodzieją, nikomu nie powiem o mojej gotowości. Jeśli chcesz mnie mieć, musisz mnie wezwać, bo jesteś wszechmocny.“
Po tej modlitwie ogarnęło mnie poczucie spokoju.
Opóźniony poród
Wtedy w Newbold pojawił się nowy problem. Kiedy zobaczyłam terminy egzaminów, poczułam się, jakby mnie piorun uderzył. Wyznaczono je na 21 grudnia. To był dzień, w którym miało urodzić się nasze dziecko. Co miałam teraz zrobić? Modliłam się i długo się zastanawiałam. W końcu powiedziałem sobie: „Jestem tutaj, bo Pan chciał, abym tu był. Będę się modlił, aby Pan opóźnił poród do czasu, aż wrócę do domu po zdaniu egzaminów“. Powiedziałem to mojej żonie. Kiedy otrzymała mój list, modliła się: „Drogi Boże, proszę, spraw, aby dziecko urodziło się tydzień wcześniej, abym była już w domu, kiedy przyjedzie Helmut“. Czy możemy wprawić Pana Boga w zakłopotanie?
Tak więc 21 grudnia zdałem egzaminy w Anglii i zaraz potem wyruszyłem pociągiem. Do Wangen im Allgäu dotarłem wieczorem 22 grudnia. Moja żona była już w zaawansowanej ciąży. Cieszyliśmy się z Bożego prowadzenia i spędziliśmy miły wieczór razem z naszym synem Jürgenem. 23 grudnia po śniadaniu moja żona powiedziała: „Już czas. Zabierz mnie teraz do szpitala“. Jeszcze tego samego przedpołudnia urodził się nasz Claus. Był zdrowy, a poród przebiegł bez żadnych komplikacji.
Boże wezwanie
Ukończyłem studia w Newbold College wczesnym latem 1966 roku, a potem wróciłem do pracy w mojej firmie. Kiedy rok później pojechałem do Monachium na spotkanie mojego kościoła w południowej Bawarii, w holu wejściowym spotkałem prezesa tamtejszego stowarzyszenia, Karla Köhlera. Chciał ze mną chwilę porozmawiać. Od razu wiedziałem, co się teraz wydarzy.
Brat Köhler powiedział: „W czasie II wojny światowej nie można było kształcić pastorów. Teraz zmarło kilku kaznodziejów, co spowodowało powstanie dużej luki. Dlatego chcemy powołać kilku zaangażowanych członków zboru bezpośrednio do służby duszpasterskiej. Doszliśmy do wniosku, że mógłbyś być jednym z tych braci“. Podziękowałem za zaufanie i poprosiłem o czas na zastanowienie się.
Wraz z żoną postanowiliśmy modlić się i pościć przez cztery tygodnie w tej intencji. Chcieliśmy dowiedzieć się od Boga, czy jest to Jego wezwanie skierowane do nas, czy też powinienem pomóc w tej czysto ludzkiej sytuacji. Oboje doszliśmy do przekonania, że jest to Boże wezwanie. Tak więc w 1968 roku, w wieku 38 lat, zostałem pastorem.
Doświadczenie związane z mieszkaniem w Regensburgu
Na chwałę Boga i dla twojej otuchy chciałbym opowiedzieć jeszcze o jednym z wielu doświadczeń. W maju 1968 roku poinformowano nas, że nasza służba jako małżeństwa kaznodziejów ma rozpocząć się 1 września w Regensburgu. Natychmiast pojechaliśmy do Regensburga w poszukiwaniu mieszkania. Znaleźliśmy mieszkanie w nowym budynku, które jednak było już wynajęte. Jednak pracownicy firmy budowlanej zapewnili nas, że mieszkanie na pewno się zwolni, jeśli będziemy go potrzebować, ponieważ najemcy nie płacili rat, a sprawa była już rozpatrywana przez sąd.
Ingrid i ja modliliśmy się, czy powinniśmy czekać na to mieszkanie. Odpowiedź Boga brzmiała: „czekajcie“. Czekaliśmy więc kilka miesięcy. Nawet nasi wierzzący krewni nie mogli zrozumieć, dlaczego po prostu czekaliśmy. Ponownie skontaktowaliśmy się z firmą budowlaną i otrzymaliśmy odpowiedź: „Mieszkanie na pewno się zwolni, a gdyby tak się nie stało, oddamy wam nasze mieszkanie pokazowe“. Znowu się modliliśmy. Odpowiedź Boga brzmiała: „Czekajcie“. Czekaliśmy więc aż do pięciu dni przed terminem przeprowadzki. Wtedy przyszło pismo od firmy budowlanej: bardzo im przykro, że nie mogą dotrzymać obietnicy, nie otrzymamy ani wybranego mieszkania, ani żadnego innego w zamian…
Natychmiast pojechaliśmy do Regensburga i znaleźliśmy doskonałe mieszkanie w pięknej dzielnicy mieszkalnej z cudownym widokiem i basenem na zboczu za domem. Kiedy właściciel dowiedział się, że jestem pastorem kościoła adwentystycznego, obniżył czynsz, ponieważ jego najbliższa współpracownica była adwentystką. Mieszkanie miało dobrze rozplanowane pokoje oraz duży garaż i piwnicę. Mogliśmy wprowadzić się dokładnie w zaplanowanym terminie. Osiem miesięcy po rozpoczęciu naszej działalności zorganizowaliśmy wielką akcję ewangelizacyjną z udziałem ewangelisty z USA. W tym garażu mogliśmy przechowywać wiele elementów wyposażenia. Możemy polegać na naszym Ojcu Niebieskim. Mieszkanie, które otrzymaliśmy, było o wiele lepsze niż poprzednie!
Ważna konkluzja
W wieku 17 lat, podczas kazania, podjąłem decyzję o chrzcie. Byłem przekonany, że Kościół Adwentystów Dnia Siódmego głosi prawdę i że jest on Kościołem Bożym czasów ostatecznych. Jednak 19 lat później, dzięki doświadczeniu, jakie przeżyłem w Anglii, zdałem sobie sprawę, że zaakceptowałem jedynie ogólne nauki Słowa Bożego. Nie przyjąłem Jezusa Chrystusa jako mojego Pana. Do tego momentu sam wytyczałem swoją drogę życiową i modliłem się, by Pan ją pobłogosławił. Decyzja podjęta w listopadzie 1965 roku, by przyjąć Jezusa jako Pana i podążać za Nim we wszystkim, pozytywnie zmieniła całe moje życie. Żałuję tylko, że przed podjęciem tej decyzji straciłem 19 cennych lat.
Czyż nie mamy cudownego Boga? W jednej pieśni śpiewa się: „Możesz Mu zaufać nawet w najciemniejszą noc”. A w innej: „Wspaniale jest ufać Jezusowi”.
No cóż, ja robię to tak: z całego serca dziękuję naszemu Ojcu za to, że Duch Święty „Duch Rady i Siły to“ (Izajasz 11,2), który w każdej sytuacji życiowej potrafi udzielić nam właściwej rady. I chciałbym Mu za to złożyć pochwałę i podziękować.
Ważna informacja: Uważam, że obietnice zawarte w Biblii dotyczą zazwyczaj wyłącznie dzieci Bożych, które narodziły się na nowo i prowadzą nowe życie w pełnym oddaniu Jezusowi oraz napełnione Duchem Świętym. Wszyscy inni mogą być narażeni na ryzyko, że podczas słuchania tych słów zostaną wprowadzeni w błąd przez inne wpływy.
Ponadto Bóg udzieli nam rad tylko wtedy, gdy z góry będziemy gotowi zrobić to, co nam powie, i będzie nam doradzał tylko wtedy, gdy nie będziemy tolerować w naszym życiu grzechów popełnianych świadomie i z premedytacją.
Kiedy modlę się, aby nasz cudowny Bóg objawił mi swoją wolę, powołuję się na dwie obietnice. A mianowicie na
Psalm 32,8: „Chcę cię pouczyć i wskazać ci drogę, którą powinieneś podążać.“ i
List św. Jakuba 1,5: „Jeśli jednak komuś z was brakuje mądrości, niech prosi Boga, który wszystkim chętnie daje i nikogo nie gani; a zostanie mu ona dana.“
Inne teksty dodające sił na tej drodze:
„Kto pochodzi od Boga, ten słucha słów Bożych; wy nie słuchacie, ponieważ nie pochodzicie od Boga.“ (Ewangelia św. Jana 8,47)
„Jezus mówi: „Moje owce słuchają mojego głosu, znam je, a one idą za mną”.“
(Ewangelia św. Jana 10,27)
„Kto żyje w prawdzie, ten słyszy mój głos.“ (Ewangelia św. Jana 18,37b)
„Twoje uszy usłyszą za sobą słowa: „To jest droga; idź nią! Nie zbaczaj ani w prawo, ani w lewo”.“ (Izaja 30,21)
„Drogi Pana są pełne dobroci i wierności dla wszystkich, którzy przestrzegają Jego przymierza i przykazań. … Kim jest człowiek, który boi się Pana? On wskaże mu drogę, którą ma podążać.“ (PPs 25,10.12)
Zanim w ciszy będę modlić się o odpowiedź od Boga, proszę Go jeszcze, aby w czasie, gdy wsłuchuję się w Jego głos, zablokował wszelkie moje własne pragnienia i woli. Proszę Go również, aby zablokował wszelkie wpływy z zewnątrz, abym słyszał wyłącznie Jego głos.
Odwołuję się wówczas do obietnicy Jezusa z Ewangelii św. Jana 10,27: „Moje owce słuchają mojego głosu, znam je, a one idą za mną“.“
Sformułowuję swoje pytanie tak, bym mógł je przedstawić Bogu w taki sposób, aby mógł mi udzielić odpowiedzi jednym lub dwoma słowami. Bóg mógłby nam powiedzieć więcej, ale mam na myśli naszą „głuchotę“.
Oto przykład: „Ojcze, czy jest Twoją wolą, abym pojechał do Rumunii, czy nie?“. Jeśli otrzymam odpowiedź: „jedź“ lub coś podobnego, proszę Pana, aby mi powiedział, czy mam to zrobić teraz, czy w późniejszym terminie. Wtedy Pan może nam odpowiedzieć jednym słowem. Pomimo pandemii koronawirusa w latach 2020 i 2021 byłem w Rumunii i nie miałem żadnych problemów związanych z koronawirusem.
(O doświadczeniach z 2020 roku można przeczytać w „www.missionsbrief.de” – List misyjny nr 54, str. 7)
Tak długo, jak żyła moja ukochana żona, wszystkie decyzje dotyczące naszej rodziny przedkładaliśmy wspólnie przed Bogiem. Uzgodniliśmy, jaką sprawę chcemy przedstawić Panu. Następnie modliliśmy się osobno, każdy w swoim pokoju. To, co odebraliśmy jako odpowiedź, przekazywaliśmy sobie dopiero wtedy, gdy oboje mieliśmy już swoją odpowiedź. Najważniejsze było dla nas, aby otrzymać tę samą odpowiedź lub – jeśli jej sformułowanie się różniło – aby była ona zgodna co do istoty sprawy. Jeśli Bóg nie udzielał nam odpowiedzi, dochodziliśmy do wniosku, że nie powinniśmy nic robić.
Odpowiedzi Boga zazwyczaj nie są odpowiedziami, które możemy usłyszeć własnymi uszami, lecz raczej przypominają głos sumienia. Jest to wewnętrzne przekonanie, silne wrażenie.
Na początku, kiedy modliłem się o wolę Bożą, często miałem pod ręką długopis i kartkę, na wypadek gdyby inne myśli odwróciły moją uwagę. Krótko zapisywałem wtedy te inne myśli i ponownie skupiałem się na Bogu.
Kto jeszcze nie podążał tą drogą, nie powinien od razu podejmować ważnych decyzji, ale dla ćwiczenia najpierw zadać łatwiejsze pytanie: „Ojcze, czy przyniesie to Tobie chwałę i czy będzie to dla mnie dobre, jeśli przeczytam teraz tę książkę?“. Mamy cudownego Boga, który udziela nam rad. Bóg z radością obdarza nas swoją pełnią miłości. Jeśli postępujemy zgodnie z Jego wolą, możemy mieć pełne zaufanie, że otrzymamy odpowiedź w odpowiednim czasie – choć może to nastąpić dopiero w ostatniej chwili.
W Księdze Przysłów 3,5-6 Bóg zachęca nas, byśmy zwracali się do Niego po radę: „Powierz się Panu z całego serca i nie polegaj na swoim rozumie, lecz pamiętaj o Nim we wszystkich swoich działaniach, a On poprowadzi cię właściwą drogą.“
Ellen White mówi nam na ten temat:
„Musimy usłyszeć, jak Bóg przemawia do każdego z nas, a gdy wszystkie inne głosy zamilkną i będziemy spokojnie na Niego czekać, dzięki tej ciszy usłyszymy głos Boga. On mówi: ‚Zamilczcie i poznajcie, że Ja jestem Bogiem‘ (Psalm 46:10)“.“ (Życie Jezusa str. 356 [363.3])
Nie postępuj tak jak Jozue i starszyzna. Myśleli, że potrafią właściwie ocenić sytuację, i dali się nabrać na podstęp Gibeonitów. W Księdze Jozuego 9,14 czytamy, w jaki sposób: „Nie zapytali ust Pana.“ – To duża różnica, czy my to znaczy, czy znamy wolę Bożą, czy też zapytaliśmy Boga o Jego wolę.
I nie postępuj tak jak Saul. „Saul pomyślał: „Bóg wydał go w moje ręce…”“
(1 Samuela 23,7–8) Uważał swoje złe pragnienie za wolę Bożą.
Czy ty też chcesz, by Bóg ci doradzał? Mogę tylko powiedzieć każdemu: to kolejna wspaniała droga, dzięki której doświadczamy Bożej miłości i zdobywamy cenne doświadczenia. Niech Bóg obdarzy cię swoją łaską.
Mam nadzieję, że poniższe pytania pomogą Ci w przemyśleniach.
Czy jesteś tam, gdzie Bóg chce, żebyś był? Czy jesteś gotów we wszystkim wypełniać wolę Bożą? Czy są jakieś konkretne prawdy zawarte w Słowie Bożym, które odrzucasz?
Twoje odpowiedzi na te pytania pokażą ci, czy całkowicie ufasz Jezusowi i czy Jezus Chrystus jest Panem twojego życia. Jeśli Jezus nie jest twoim Panem, to w rzeczywistości nie jesteś jeszcze chrześcijaninem. W takim razie nie masz jeszcze życia w pełni i potrzebujesz przebudzenia. Pan chce ci je ofiarować.
Mam nadzieję, że świadomość tego, że możemy prosić Boga o radę, okaże się dla ciebie wielkim błogosławieństwem.







